Pytanie wcale nie takie głupie: ile osób wzięło rok temu udział w tzw. manifestacji faszystów na ulicach stolicy

Pytanie wcale nie takie głupie: ile osób wzięło rok temu udział w tzw. manifestacji faszystów na ulicach stolicy w dniu 11 listopada? Odpowiedź wcale niezaskakująca: ok. 300. Drugie pytanie: a w tym roku? Ok. 2 tysięcy!

Skąd taka mobilizacja wśród członków i sympatyków Obozu Narodowo-Radykalnego, Narodowego Odrodzenia Polski, Młodzieży Wszechpolskiej i pewnie jeszcze kilku innych organizacji mniej znanych z nazwy i czynów wyłącznie patriotycznych? Gdyby ktoś wysunął tezę o rosnącej popularności tego rodzaju ruchów na podstawie powyższej statystyki, pewnie media z chęcią podchwyciłyby temat i przez kolejne tygodnie analizowały przyczyny i powody, które skłaniają głównie młodych ludzi do szczególnego zajęcia się patriotyzmem z lekkim (lub silniejszym) nastawieniem nacjonalistycznym w oparach katolicyzmu. Na szczęście mamy tu do czynienia wyłącznie z umiejętną, medialną manipulacją.

Ile to trwało? 10 dni? Tydzień? W mediach pojawiły się apele, że warszawiacy muszą (!!!) przeciwstawić się manifestacjom faszystowskim! Muszą dołączyć do setek już podpisów pod apelami o zakaz manifestacji organizowanych przez sympatyków Hitlera. Pojawiały się insynuacje o chęci budowy obozów koncentracyjnych, mordowaniu innowierców i takie inne bzdury. Nie było oczywiście przy okazji żadnej merytorycznej krytyki, z wyłączeniem, że znowu będą wznosić ręce w hitlerowskim pozdrowieniu, że znowu będą nawoływać do holocaustu.

Czytałem to i przecierał oczy ze zdziwienia. Czy faktycznie Warszawę zaleje zaraz fala faszystowskich symboli, osobnicy w czarnych (na początek) koszulach będą tłukli witryny sklepów, katowali na ulicach, a tramwaje przemienią się w zdradzieckie pułapki? I wszystko z powodu zgłoszenia oficjalnej manifestacji?

No tak, rok temu tego nie zrobili, zebrali się, pokrzyczeli (nie zawsze poprawnie politycznie, jakby określili to nasi „przyjaciele” zza Atlantyku), poszturchali z przeciwnikami i rozeszli do domów. Medialne wzmianki o ich „wyczynach” sprowadzały się praktycznie do paru zdań. Główny zarzut pod ich adresem – nie zgłosili manifestacji, demonstracji itp. itd. Teraz chcieli być w zgodzie z prawem.

Zgłoszenie manifestacji władze miasta przyjąć musiały, nie mogły jej zakazać. To okazało się już po składaniu apeli, gdyż ich autorzy pewnie prawo maja gdzieś. Skoro więc nie udało się „legalnie” nastąpiło drugie uderzenie: zablokujemy ich! W ten sposób, o paradoksie, ci którzy dawniej blokowali, zatrzymywali, zostali teraz postawienie w sytuacji blokowanych.

Oczywiście również, wobec trwającej nagonki doszło do wyjątkowej mobilizacji
obu stron. Tzw. faszystów przyszło prawie dziesięciokrotnie więcej. I znacznie więcej przyszło ich przeciwników. Stała się rzecz również najgorsza – bardzo wielu uczestników oficjalnej manifestacji i jej przeciwników zapomniało w ogóle z jakiej okazji zebrali się. Tzn. święto 11 listopada mieli w głębokim poważaniu, najważniejsza stała się manifestacja jedności przeciw lub za.

Jedni blokowali, drudzy szukali drogi, jedni wykrzykiwali chamskie hasła, inni walili kijami. Służby porządkowe starały się i znowu im nie wyszło, ale nie mogło wyjść, bo po raz pierwszy naprzeciw siebie stanęły grupy skrajnie zdeterminowane, skrajnie podburzone i skrajnie zmotywowane. Krew musiała polać się. I polała. Z jednej i z drugiej strony padły ofiary. Najśmieszniejsze w tym jest to, że ci, którzy do tej pory byli uważani przez wszystkich zawsze za poszkodowanych, teraz występują w roli prowodyrów i napastników. Potrafili podobno nieźle przyłożyć i to nie za „Heil Hitler!”, ale za „Proszę się rozejść!”.

Choć nie! Najśmieszniejsze w tym wszystkim były niektóre nagłówki prasy dnia następnego. Szczególnie ubawił: „Wygwizdaliśmy ich”. Szkoda, że nie dodali jeszcze „i popłakali się”, albo „i zrozumieli swój błąd”, a może „Wygwizdaliśmy ich i pokazaliśmy im figę”. Zabawy dzieci w piaskownicy…

Ktoś wpadł na idiotyczny pomysł i sprowokował obie strony do wyjątkowej agresji. Przecież kiedy chcemy przecisnąć się przez tłok mówimy: „Przepraszam”, a nie „Zjeżdżaj!” bo wiadomo, że będzie rozróba, draka, awantura. Skoro ktoś usłyszał: „zablokujmy ich!”, to wiadomo że na przekór wszystkim i wszystkiemu po pierwsze, poszedł tam; po drugie, szukał zwady; po trzecie sam ją prowokował; po czwarte, sam bił. To przecież normalne, ludzkie zachowanie! Każdego z nas! A skoro „trzeba faszystom pokazać, gdzie ich miejsce”, to walą ludzie z czystej chęci popatrzenia, oraz z cichej chęci wykazania się. I dowalenia glinom, bo tych zawsze walą obie strony…

SEBASTIAN MRECZEK
(MY21)

Copyright © Aktivlife.eu - PRESS NEWS 2010. Wszystkie zawarte na stronie materiały chronione są prawami autorskimi.
Kopiowanie bądź rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody redakcji jest zabronione.