TAKA JEST POLSKA SŁUŻBA ZDROWIA …

Polska służba zdrowia jest taka sama jak wszędzie, tylko że u nas jest trochę inna. W Polsce od wielu lat jest to problem nierozwiązywalny. Wielokrotnie podejmowano próby naprawy systemu opieki pacjentów, lecz nigdy z tego nic dobrego nie wychodziło. Na potwierdzenie tego stanu rzeczy jest historia młodego pacjenta, który przeżywał horror podczas pewnego środowego poranka przychodząc do szpitala jedynie na kontrolę.

Otóż tego poranka zawitał do Izby Przyjęć w szpitalu ortopedycznym w Konstancinie. Przed budynkiem Izby Przyjęć stałą grupa osób z jednoznacznym wyrazem twarzy, sugerującym, że lada chwila staną się tymczasowymi lokatorami szpitalnych łóżek.

Nasz bohater, po dodarciu do okienka, co, jak można się domyśleć nie trwało znowu tak krótko, usłyszał równie miły jej głos: - Nie ma Pan skierowania na badanie kontrolne, nie może Pan w takim razie do niego przystąpić, jedyną możliwością jest odwiedzenie oddziału ortopedycznego, który Pana przyjmował, a potem ponowne przyjście do mnie. Pacjent z wielką uwagą wysłuchał zalecenia siostry w białym czepku na głowie i opuszczając wrota Izby Przyjęć udał się do drugiego budynku, w którym mieści się Oddział Ortopedycznej Chirurgii Urazowej.

Pokonując niemały dystans dzielący oba budynki, wchodzi do środka, a przed nim otwierają się wielkie i nowoczesne szklane drzwi. Jak się okazuje później to jedne z niewielu nowych elementów w starym, wysłużonym już szpitalu. Tuż za rogiem spotyka portiera, który widząc stan pacjenta gestem ręki wskazuje drogę do windy. Winda, w przeciwieństwie do stanu szpitala – czysta, nowa i przyjemna. Wchodząc do niej nasz młodzieniaszek spotyka trzy panie w podeszłym wieku rozmawiające na temat szpitalnego żywienia i odwiedzin rodzin. Jedna starsza pani, w okularach o siwych, przerzedzonych włosach stwierdza, że słodycze nie są dobre na podwójne złamanie nogi, jakie się jej przydarzyło. Druga i bardziej energiczna, również w okularach odpowiada: - Droga Pani , cukry i węglowodany są najlepsze i nie ma nic lepszego niż cukry i leki. Trzecia, chyba trochę skryta, a może po prostu nieśmiała, uśmiechnęła się uroczo do młodego mężczyzny i na drugim piętrze razem z nim opuściła windę.

Droga na oddział mieszczący się na drugim piętrze prowadziła przez stare drewniane drzwi z pękniętą szybą w środku, a kamienne płyty na podłodze co krok opowiadały historię tego miejsca. Miejsca, które pamięta odległe czasy, te dobre dla oddziału ortopedycznego i te złe. Opowiada historię służby zdrowia przez lata zaniedbywanej i w jakimś stopniu obojętnej na problemy pacjentów.

Kiedy młody człowiek dotarł w końcu na oddział ortopedyczny, spotkał wysokiego, łysego i zmęczonego, jak można się domyślać po nocnym dyżurze, lekarza. - Witam doktorze, przyszedłem po skierowanie na kontrolę pękniętej stopy. Nie otrzymałem skierowania podczas mojego ostatniego pobytu, dlatego proszę o wystawienie go teraz. Lekarz z uśmiechniętego i wesołego zamienił się w dobrego policjanta, który ma dobre chęci, ale wychodzi jak zawsze i nie po myśli interesanta. Chciałby oczywiście wystawić takie skierowanie, ale nie może, ponieważ nie jest tym lekarzem, który przyjmował Pacjenta i składał mu stopę. Nie może nic zrobić i odsyła z powrotem do Izy Przyjęć w poszukiwaniu lekarza, który tam właśnie ma dyżur i kontroluje stan chorych, połamanych, potłuczonych i wycieńczonych pacjentów chodzących o kulach lub jeżdżących na wózkach inwalidzkich.

Po tej samej drogi jaką pacjent pokonał wcześniej, znowu znajduje się przed drzwiami do Izby Przyjęć. Wchodzi grzecznie i pyta, gdzie spotka lekarza dyżurującego. Odpowiedź personelu medycznego brzmiała: - W gabinecie nr 12. Kiedy o kulach, zmęczony, podchodzi do niego, grzecznie puka, drzwi otwiera mu starsza siostra w okularach. W tym momencie na twarzy Pacjenta pojawił się uśmiech, bo to była ta sama siostra, która zakładała mu gips podczas ostatniej wizyty. Z ostatnią nadzieją w głosie pyta, czy go pamięta, ale odpowiedź może być tylko jedna: - Nie przypominam sobie, zbyt wiele osób spotykam podczas dyżuru.
Pomijając pierwsze i następne trudności, młody człowiek o kulach dociera w końcu do lekarza dyżurnego. Pyta głośno, dysząc przy tym ze zmęczenia: - Panie doktorze, nie mam skierowania, ale co z moją nogą? Miałem mieć dzisiaj kontrolne badanie... Lekarz spokojnie odpowiada, że skoro nie ma skierowania to i nie ma badania. Nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak jest, ale szeptem przyznaje, że bardzo chciałby zająć się problemem pacjenta, ale uniemożliwia mu to biurokracja, jaka panuje w służbie zdrowia i w szpitalu, w którym pracuje. Po chwili dodaje: - Ilość pacjentów musi się zgadzać. Bez skierowania i wpisu w rejestr Pan nie istnieje w systemie i jak mam w takim wypadku pomóc? Zaleca jedynie pacjentowi pójście do domu i rozbicie gipsu. Jeżeli noga będzie bolała, to zaprasza w nocy na ostry dyżur, na szybki rentgen i gips. Jeśli natomiast z nogą będzie wszystko w porządku i nie będzie odczuwał bólu, to zaleca jedynie nieprzeciążanie nogi, aż do uzyskania poprzedniej sprawności fizycznej.

Pacjent zapakował się do środka komunikacji miejskiej i dojechał do domu. Otworzył drzwi, wyjął nóż, kuśtykając dotarł do łazienki i zaczął zdejmować gips, jednocześnie prosząc Boga, żeby nic mu się nie stało i żeby z nogą wszystko było w porządku…

Czy taka historia wydarzyła się naprawdę? Tak. Czy tak musi wyglądać wizyta pacjentów w szpitalu? Nie. Dlaczego w takim razie tak to wygląda? Nie wiem. Jedyne co nasuwa mi się na myśl, jako pacjentowi i jednocześnie autorowi tego tekstu to reforma. Reforma chyba kompletna i bardzo potrzebna. Zaczynając od biurokracji w szpitalach, przechodząc do kontaktu z pacjentami, mając na uwadze estetykę szpitala, który powinien błyszczeć i lśnić, a także dobro pacjenta na pierwszym miejscu i chęć udzielania pomocy. Wydaje mi się, że zaczynając od tych spraw dojdziemy do reformy, która ułatwi życie pacjentom i lekarzom. Mimo wszystko musimy chyba jeszcze trochę poczekać…

MACIEJ PUCHAŁA
(MY21)

Copyright © Aktivlife.eu - PRESS NEWS 2010. Wszystkie zawarte na stronie materiały chronione są prawami autorskimi.
Kopiowanie bądź rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody redakcji jest zabronione.